21 komentarzy


  1. Moje dzieci były małe w czasach, kiedy jeszcze nie było takich problemów z pracą, w sensie, że spokojnie mogłam pójść na urlop wychowawczy, bo wiedziałam, że będę miała dokąd wrócić… teraz, pomijając opisane „kobiety sukcesu”, wiele mam jest zmuszone do powrotu do pracy, nie mogą sobie pozwolić na jej utratę, niestety… nasze realia, sytuacja finansowa wielu z nas, nie każdej pozwalają na komfort bycia z dziećmi w domu, choćby bardzo chciały…. no i ta presja otoczenia, wizerunek lansowany przez media, tej zaradnej kobiety, bez problemu łączącej karierę z wychowaniem dzieci, bo to takie nowoczesne….
    Tak czy inaczej, każdy wybór, to indywidualna kwestia, czasami podyktowana warunkami, o ktorych postronna osoba nie wie…
    Ło matko, się rozpisałam i to na poważnie, to normalnie nie w moim stylu… :D
    Spokojnej niedzieli…

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Oczywiście, to zrozumiałe i ja też nie miałam na myśli „zwykłej” pracy zawodowej (nawet na kilka etatów, bo czasami nie ma wyjścia.) To, co mnie smuci to podejście do tematu, to mamy, dla których dziecko jest tylko dodatkiem, albo -
      co gorsze – problemem – gdzie je podrzucić i komu.
      Dla mnie taki wpis na poważnie też nietypowy:)
      Spokojnej niedzieli również tobie:)

      Odpowiedz
  2. ~nielubiebrukselki

    A ja się wypowiem z perspektywy trochę innej, bo matką nie jestem, w planach zostać nią w najbliższym czasie też nie zamierzam, bo uważam, że 24 lata to jest za mało, żeby nią zostać (oczywiście mówię tu wyłącznie o sobie samej, bo w moim otoczeniu jest mnóstwo matek, którą są młodsze odemnie, a niektóre mają już i dwójkę). Spoglądam czasem też na takie blogi o dzieciach, o macierzyństwie i dziwie się czasem, że z niektórzy udają, że macierzyństwo to taka prosta sprawa. Wiadomo, jako człowiek myślący zastanawiam się nad takimi kwestiami, a ciekawe jaką bym była mamą, a ciekawe jak to jest w ogóle byc mamą, ale mając od 3 lat malucha w domu, wiem że to wcale nie jest taka prosta sprawa. Myślę, że wiele też od matki zależy, bo patrząc na moją siostrę, która mimo wszystko jest w domu, to jest raczej matką zimną. Nie przytula młodego, nie mówi mu, że go kocha, a raczej oczekuje, że 5 latek będzie zachowywał się, myślał i interpretował niektóre sytuację jak dorosły, ale wydaję mi się, że są też matki ciepła, takie które mimo swojej kariery zawodowej (bo myślę, że ja jednak nie zdecydowała bym się na rezygnację z pracy) potrafią dać dziecku tyle uwagi, ciepła i troski, że praca zawodowa nie będzie przeszkodą w macierzyństwie. Owszem, to trudny temat i można dyskutować w nieskończoność, ale myślę, że to wszystko zależy od mamy, mnie osobie czasem męczy młody, ma etap bycia marudą, po za tym, wydarzyło się kilka trudnych sytuacji, w jego krótkim życiu, więc jest trochę problemów z nim, ale w gruncie rzeczy jest tak kochanym i śmiesznym dzieciakiem, że głowa mała – tylko tu oczywiście wypowiadam się z perspektywy ciotki. Może za kilka lat zmieni się moja pespektywa, na dzień dzisiejszy, może dlatego, że sama jestem zmęczona sobą i walką o „normalność”, wydaję mi się, że dzieci są męczące i czasem się nie dziwie, że mamy wracają do pracy.
    A z perspektywy dziecka, już dorosłego, spoglądając na mają mamę, która totalnie zrezygnowała z pracy, żeby być z dziećmi (tylko tu też temat troszkę inny, bo była nas czwórka) to sądzę, że to nie było dobre, choć dobrze chciała. I tutaj dochodzi temat, faceta, ojca, męża. Po wielu latach opieki nad dziećmi, on zabiera menele, wyprowadza się, a mamę zostawię samą sobie. Wiem, że to już jest inna historia, ale jak wspomniałam wcześniej, temat jest jak rzeka, także myślę, że kobieta przede wszystkim powinna myśleć też o sobie. A czy to, że mama była zawsze w domu sprawiło, że czułam się kochana, ważna, itp. nie. Przez całe swoje życie słuchałam, że jestem bee, fuuj, ze nie doceniam tego, że mama się tak dla nas ściera, ale odważę się stwierdzić, że czasem takie dawanie wszystkie – ugotowanie, posprzątane – i branie wszystkiego na siebie, nie wychodzi wcale na dobre. I jako dziecko, szczerze mówiąc, chciała bym patrzeć na nią szczęśliwą i spełniającą się, a czasem mieć nieposprzątane, czy posprzątać sama. Ale każdy ma swoje cele i pragnienia, każdy patrzy inaczej na macierzyństwo, na to co potrzebne dzieciom, wiele zależy też od męża, sytuacji i relacji rodzinnych.

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      No tak, wszystko zależy od wielu czynników. Jeśli matka zostając z dzieckiem, jest tym faktem załamana to rzeczywiście nie ma sensu. Pytanie jednak pozostaje to samo: po co jej dziecko?

      Odpowiedz

  3. Bahama mama ;) Myślę dokładnie jak Ty w kwestii tego zdrowego dawkowania info o swoich dzieciach – sama do niedawna nie miałam i serio nie interesowały mnie opowieści różnych znajomych na temat ich dzieci. Mogłam posłuchać ale wczuć się w to nie potrafiłam i koniec. Dlatego też na pytanie „Jak tam Bobo?” odpowiadam „Dobrze, dzięki” ;)
    Co do tej kariery – często jest niestety tak, że gonimy za tą pracą jakby to było nie wiadomo co, a na koniec zostajemy z niczym i przy najbliższej redukcji szef(owa), na którego tłusty tyłek pracowaliśmy, wykopuje nas bez mrugnięcia okiem.
    Odpowiadając na pytanie :) Bobo w sierpniu skończy 1,5 roku. Nie mówi nic oprócz „E!” (wskazywanie kierunku świata, czyli tam mnie zanieś), „Dididididi” (kiedy jest zadowolony) ewentualnie „Mimi!” (kiedy czegoś chce). Szuflady mamy całe rozszabrowane, dwie zablokowane (bo pokrywki są szklane a w drugiej zapasy żarcia :P) a przynosi nam buty – coraz częściej swoje, nie nasze, bo chce zaznaczyć, że oto ma ochotę wyjść na spacer. Jak go rozbierzemy to obiema łapami klepie się po swojej koguciej klacie, tańczy przy muzyce i nie interesują go zabawki, chyba, że jest to plastikowa butelka albo jakieś pudełko, do którego można coś wsadzać i wyjmować. Nie da się okiełznać, nie da się dogonić, nie da się przy nim usiąść i podziwiać świat. Wczoraj w dzień usnął na TRZY GODZINY. Wyszłam na zewnątrz. SAMA. Niebo jest niebieskie :D
    Brukselkowa, moja droga – macierzyństwo jest cholernie trudne. Nie ma się czasu dla siebie, czasem zdarza się poryczeć z braku siły albo nerwów, ale za chwilę uśmiechnie się takie Bobo tymi dolnymi zębami-krzywulcami, wdrapie się na kolana i przechodzi. U mnie w domu okazywanie sobie uczuć było tematem tabu – mój Bobo jest wycałowany i rozpieszczany :P

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Dziękuję za info o Bobie (słodziak!) Tamaluga poza kilkoma słowami też gada po swojemu a buzia jej się nie zamyka. Dzidziusie, misie i psy należą do jednej kategorii, nazywanej „Biiija” i towarzyszy temu pisk szczęścia. Szuflady – obsesja – wszystko powywalane, wymieszane (dokumenty mamy w najwyższej ale cała reszta…!) Swoje buty też przynosi, gdy chce wyjść na dwór, czyli praktycznie przez cały dzień o różnych godzinach. Najlepsze zabawki – szachy, klocki, kubeczki – wszystko co można ustawić, włożyć jedno w drugie itp. Niezmiennie rządzi pudełeczko z lakierami do paznokci, bo lakiery można ustawiać kolorami, a co trzeci do góry nogami, a przy waleniu nimi o stół wydają fajne(!) dźwięki, no i można je z powrotem włożyć do pudełeczka.
      A, i jest przytulana i całowana, tak jak wszyscy inni członkowie rodziny, i przez wszystkich członków rodziny. Czasami wręcz ucieka od miłości narwanej Wiktorii :D

      Odpowiedz
  4. ~roksanna

    Dzisiaj jest dużo łatwiej wygospodarować dla siebie czas, czy czas wspólny z dzieckiem fajnie spędzony, bo jest milion dwieście wspomagaczy życia codziennego. Dlatego wiele matek może się spełniać w różny sposób, również zawodowo. Aczkolwiek nie da się pogodzić opieki nad dzieckiem i pełnoetatową pracą, zawsze jest to cena kosztem drugiego. Najważniejsze, aby potrafić zorganizować to tak, i w takim momencie, żeby zminimalizować straty…i wyeliminować wyrzuty sumienia, bądź poczucie niespełnienia w zależności na co się decydujemy. Mamą jest się 24 h na dobę, i nikt nam nie da od tego zwolnienia.

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Zwolnienia nie, ale może chociaż jakąś podwyżkę…? :D
      Ale święte słowa. Podpisuję się.

      Odpowiedz

  5. @Dziubasowa – zawsze się zastanawiam, na jaką odpowiedź liczą ludzie, kiedy pytają: „Jak tam dziecko?”… No bo co można odpowiedzieć? Albo zdawkowe „dobrze”, które niczego nie wnosi, albo przeciwnie – zagłębić się w kupki (na szczęście nie dosłownie) i zupki, a tego przecież rozmówca też raczej nie oczekuje. Ja zawsze odpowiadam, że „rośnie”. Głupie, ale co mam innego mówić?
    @Ahaja – nie wspomniałaś o trzecim rodzaju blogów, takich jak Twój czy Dziubasowej. Są to blogi rodzicielskie, bo w końcu ich autorki (jak zauważyłaś) są przede wszystkim matkami, ALE po pierwsze nie pouczają, bo drugie nie straszą zdjęciami zawartości pieluszek ani podobnymi atrakcjami. Zawierają po prostu świetne teksty, ciekawe spostrzeżenia dotyczące codzienności z dzieckiem oraz nielicznych chwil bez niego. Czyta się je z przyjemnością.

    Odpowiedz

    1. No właśnie, jeśli ktoś sprecyzuje i będzie pytać o coś bardziej szczegółowego to można wtedy jak najbardziej się w tematy zagłębiać…”Rośnie” – też dobre, załatwia sprawę :))
      Dzięki za miłe słowa :)

      Odpowiedz
    2. ~pankracja

      Mnie zawsze rozkłada pytanie: „Jak się dzieci chowają?”. Z reguły wtedy odpowiadam: „Po kątach” :-)

      Odpowiedz

  6. Powiem Ci, że…….. nie wiem.
    Każdy jest inny. Każda kobieta ma inną osobowość, poglądy. Dzieci też się między sobą różnią. Ciężko mi cokolwiek napisać na temat, który poruszyłaś, bo wiadomo, że będzie to jedynie moje i bardzo subiektywne zdanie.
    Ja niestety męczę się w domu. Nie mogłabym tak, jak np moja mama, zajmować się tyle lat tylko dziećmi i domem. Pracę mam na niepełny etat i dzięki temu zachowuję zdrowe zmysły i jakąś równowagę.
    Może te kobiety robiące kariery za wszelką cenę dzieci nie chciały lub nie planowały? Ale przynajmniej je urodzily, zamiast np wiesz co…
    Sama nie wiem. Nie mam w zwyczaju zastanawiać się nad tym, co i dlaczego tak a nie inaczej robią inni. Każdy człowiek ma inną historię.
    :)

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      To i ja nie wiem co ci odpisać :D
      Może poza jednym: coś się koleżanka ostatnio opóźnia w komentarzach! Co to ma być? :D :P

      Odpowiedz
  7. ~pankracja

    Myślę, że wiele zależy również od dziecka. Po pół roku w domu z Ludzik, do pracy wracałam jak na skrzydłach. A z Siusią, to mogłam siedzieć i siedzieć…
    Mam koleżankę, która na każdym babskim spotkaniu pyta mnie niezmiennie: „a co zrobiłaś z dziećmi?”. Niezmiennie wtedy odpowiadam: „Sprzedałam.”
    W kwestii przebywania z dzieckiem, znam rodzinę, w której matka siedziała z dziećmi w domu przez wiele lat, a potem miała do nich żal, że nie mogła zrobić kariery. Obydwoje mieli potem ogromne problemy emocjonalne. Z drugiej strony – zarzucała mojej mamie, że ta karierę zrobiła i sugerowała, że byliśmy z bratem zaniedbywani. Przysłuchiwałam się tej rozmowie i oznajmiłam (ku uciesze mojej mamy), że ja nie narzekam. Nie jestem pewna, czy dotarło…

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      No tak, moje dziewczynki były wyjątkowo bezproblemowe i grzeczne. Gdy były małe… :)
      Ja uwielbiam pytanie: „Masz troje dzieci??!!” Ja na to: „A co, chcesz kupić?”
      Twoja mama widocznie umiała zachować tę równowagę, bo niektóre mamy nie potrafią.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>