21 komentarzy


  1. Zwierzyć się ze wszystkich, czy tylko z tych, przez które nie przestaniesz mnie czytać?
    Moje nawyki… chodzenie siku przed wyjściem z domu/pracy/restauracji/siłowni… gdyby w kościele była toaleta, to też bym poszła po mszy. Muszę i już, bez względu na to, co piłam i kiedy byłam ostatnio w WC.
    Wpierdzielanie orzechów. Wszystkich, jak leci. Mogę się oprzeć babcinym pierogom i białej czekoladzie z kokosem (którą uwielbiam), ale orzechom nie da rady.
    Sprawdzanie milion razy, czy na pewno wyłączyłam żelazko (a i tak kiedyś zostawiłam włączone!).
    Czytanie zaprzyjaźnionych blogów :)
    Więcej grzechów nie pamiętam, co nie znaczy, że ich nie ma.
    A co do wąchania gazet: mój mąż pracował w drukarni. Ja to znam. Do tej pory wącha książki, dotyka lakieru na okładkach… mnie to nie dziwi, więc spokojnie – nie jesteś jedyna :)

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Hahaha! Dzięki za podzielenie się nawykami. Rozbawiłaś mnie tym sikaniem! A te orzechy, to naprawdę „jak leci” czy masz swoje ulubione? Niestety, moja droga, ale im bardziej jesteś pokręcona – tym bardziej w bandzie, i tym bardziej będę czytać :d :d :d
      Czytanie zaprzyjaźnionych blogów to faktycznie wciągające, ale jakie miłe! :)

      Odpowiedz

      1. Mnie tam to sikanie nie bawi, zwłaszcza jeśli gdzieś nie ma kibelka. Mój mózg wykonuje wtedy takie skomplikowane operacje, że osobisty komputer Billa Gatesa by się nie powstydził.
        Orzechy… wszystkie mam ulubione :) Nie przepadam za laskowymi „na surowo”, ale już w czekoladzie, cieście czy innej sałatce jak najbardziej. Uwielbiam brazylijskie i nerkowce. I macadamia. I ziemne. I włoskie. I… ogólnie wszystkie, które da się chrupać prosto z miseczki.

        Odpowiedz
        1. Ahaja

          Pamiętasz komedię „Czacha dymi”? Ile tam gościu miał przedmiotów w kieszeni? Wykładał je na policji chyba z pół godziny! Miał nawet dmuchaną lalkę :D
          Wyobraziłam sobie, że nosisz taki dmuchany toi toi w torebce :D

          Odpowiedz

  2. Przyzwyczajenie a nawyk- ciekawe :D
    Nawyk to chyba coś, co się właśnie nieświadomie robi, a przyzwyczajonym można być do czegoś/kogoś, ale świadomie? Nie wiem :P

    1. Zdecydowanie wącham książki, ale to przecież miłość ^^
    2. Obgryzam to, co skubie Tomek- i to z zacięciem i do krwi. Jak czytam Stephen’a King’a, to odruchowo doprowadzam swoje palce do stanu pałeczek kurczaka (sorry, jestem obrzydliwa :P ).
    3. Odkąd byłam na diecie odchudzającej- sprawdzam kaloryczność każdego produktu nawet, jeżeli i tak mam go zamiar zjeść (podświadomie chyba wierzę, że co nieco to od razu spali).
    4. W piątek po pracy kupuję butelkę alkoholu :P

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      1 – całkiem normalne, wiadomo
      2 – ojej! Spróbuj smarować palce czymś obrzydliwym :D
      3 – to obsesja
      4 – to alkoholizm :d :d :d (nie stosuj do punktu nr 2 bo nic to nie da, a wręcz nasili :D )
      Dziękuję za podzielenie się swymi mrocznymi sekretami!

      Odpowiedz
  3. roksanna

    No mnie też pęcherz gna!;)
    A potem idę się napoić, czyli szklanka wody!

    Też wącham książki.

    a ogólnie to chciałabym mieć więcej natręctw czy nawyków, choćby takie jak sprawdzanie czy się wzięło dokumenty albo klucze czy nie przed każdym wyjazdem…

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      O tak! Przy moim roztrzepaniu wiele nawyków byłoby bardzo przydatnych.
      Kiedyś, gdy mieliśmy bojler gazowy, miałam nawyk wyłączania gazu przed wyjściem z domu i pójściem spać. Ale właśnie dlatego, że to był nawyk – zapominałam czy to zrobiłam czy nie. Jednej nocy (zostało mi to policzone) chodziłam sprawdzić 8 razy… W ogóle z tym bojlerem to temat na osobny wpis :D

      Odpowiedz
        1. Ahaja

          Na razie, kochana, to ja czekam na twój. Masz obsuwę jak wypłata na budowie… :D :P

          Odpowiedz

          1. O nie nie, przepraszam bardzo, ja mam obmyśloną strategię wystawiania trzech postów w miesiącu. W lipcu były 3, sierpień zaczął się dziś :P :P :P

          2. Ahaja

            Oooo, to przepraszam koleżankę najmocniej. To chyba mnie tak nosi z tymi postami jak żubra ze sraczką. :D

  4. ~nielubiebrukselki

    A więc tak. Pecherz zawsze ! Jak tylko pomyślę, że gdzieś mam wyjść, to zanim pomyślę, gdzie i w co się ubrać idę siku xd Czasem wpadam w panikę, bo co zrobię jak wyjdę na miasto, a mi się zachce, to co wkrzaki?
    Ostatnio mam manie wachania gąbki haha xd To jest cos xd Ale tak poważnie to w mojej glowie mam zakodowany ten zapach tylko nie moge dotrzeć o co z nim chodzi :P Lubie niuchnąć czasem farbę jak maluje xd kojarzy mi się z czystością, książki to stadard. sprawdzanie Czy drzwi zakmniętę w domu, bo przecież ktoś może wejść w nocy i mnie zabić :P czyszczenie historii w kompie mimo ze komp jest tylko moj xd Itp. Itd. Mnostwo tego :P

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Pięknie dziękuję za zwierzenia:)
      Niemal każdy wspomina wąchanie – bardzo to krzepiące :D
      Też lubię gąbki i farby. Kiedyś, gdy byłam mała lubiłam jeszcze zapach apteki (!) i stacji benzynowej. Do apteki wchodziłam po drodze ze szkoły, tylko żeby powąchać powietrze :D Teraz tak robię ze sklepem Stradivarius – dojrzałam mentalnie :D

      Odpowiedz

  5. Dziewczyny, z tym sikaniem to normalne! To znaczy u mnie normalne :D Nie wyjdę z domu jak tego nie zrobię, a po drodze będę sobie wmawiać, że i tak mi się chce.
    I dziwić się, że to dla nas te wszystkie specyfiki na nietrzymanie moczu – my po prostu NIE CHCEMY go trzymać na swoim miejscu :D
    I też wącham książki!
    Inne nawyki: sprawdzanie po sto razy, czy drzwi są zamknięte – i te wejściowe i te od samochodu. Jak w Dniu Świra nieraz wracałam się po schodach na górę, żeby sprawdzić czy zamknęłam. Oczywiście zawsze były zamknięte…

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Nie trzymanie moczu w domu i wąchanie książek… Taaa. Coś w tym jest… Właściwie to powinnyśmy być wdzięczne, bo… Zawsze mogło być na odwrót:
      nie trzymanie książek w domu i wąchanie moczu…? :P :D

      Odpowiedz

  6. Boszszsz, nie sikam, to znaczy generalnie sikam, ale nie że przed każdym wyjściem, nie wącham gazet i książek, ale za to…. pranie musi być rozwieszone równo, każda sztuka ma swoją klamerkę/klamerki, skarpetki parami obok siebie, wszystkie w jednym „kierunku” … i jeszcze inne takie tam, ale nie będę się rozpisywać…. ;D

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Z tym praniem mam tak samo, może za wyjątkiem klamerek. Ale równo, na baczność i w jedną stronę. Nawet do pralki skarpety nie wrzucę, jak nie znajdę pary i przeszukuję łazienkę i pokój dziewczyn na czworaka… Ale skarpety to działka Dziubasowej :P

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>