21 komentarzy


  1. No ej, a gdzie pandy, koale i szopy pracze? W moim rankingu są zaraz za yorkami (choć ja nazywam tę kategorię „poniżej jamnika”, bo wszelkie cziłały i inne ratlerki mieszczą się na podobnej pozycji). Z zestawienia oprócz os wypadają także szerszenie, bo tego badziewia to się boję bardziej niż kolejnej reformy oświaty ;)

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      „Poniżej jamnika” :D :D Brzmi niczym skala z Forresta Gumpa :D
      O szerszeniach zapomniałam, takie są straszne!

      Odpowiedz

      1. -I jak tam szwagier nad morzem?
        - Spoko, ale woda zimna i sięga mi poniżej jamnika!

        Te francowate szerszenie latają czasem u nas na wsi – czuję się otoczona przez jakieś komando śmierci. Oficjalnie czekam na pierwszy przymrozek, żeby im te kupry wymroziło…

        Odpowiedz

  2. Hahaha. Ale się uśmiałam! Nawet mąż pyta, czemu się tak szczerzę do tego ekranu :P
    Podpisuję się pod twoją listą zwierząt! My do kotów nic nie mamy, ale nie jesteśmy w stanie znieść tych zwierząt chodzących po stole a już znalezienie ich sierści w talerzu doprowadza mnie do furii. Ja na końcu listy dodam jeszcze kreta. Być może jest to podyktowane tym, że ostatnio walczymy z takim jednym, który bynajmniej nie jest kochanym krecikiem ze znanej nam kreskówki ;)
    Ostatnio rozmawiałyśmy coś o kotach z Lady Makbet i mnie przypomniała się scena z bardzo głupiego filmu Scary Movie, po prostu nie mogę nie wkleić linka, wiem, że to beznadziejne, wybacz… Ale niestety zawsze mi się z tym kojarzy.

    https://www.youtube.com/watch?v=OH8yM8aCMEk&t=3s

    Jak już znajdziesz metodę na wczesne chodzenie spać, błagam podziel się ze mną. Mam ten sam problem, jestem niereformowalna. Ja wieczorem dopiero zaczynam żyć, nachodzą mnie najlepsze pomysły, twórcze myśli. Tylko jak to wytłumaczyć rano budzikowi, który dzwoni o 7 i muszę wstać, by dziewczyny odwieźć do żłobka/przedszkola a sama udać się do pracy? Jak to kiedyś śpiewał pewien osobnik: Budzikom śmierć!
    A wiesz, że ostatnio tez próbowaliśmy zbierać się do spania o 23? Wytrzymaliśmy 2 dni… eh
    Pozdrowionka!

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Hahaha! Straszny film… Padłam!
      Jak fajnie mieć sojusznika w nocnych nasiadówkach. No, właśnie, czemu wszyscy się uparli, że jak ma się małe dzieci to pada się ze zmęczenia zaraz po nich? Nieprawda! „Po nich” to się dopiero dzień zaczyna. Człowiek może wreszcie zająć się sobą, no bo kiedy?

      Odpowiedz

  3. Koty są świetne :) Już pomijając fakt, że naprawdę mają różne lecznicze działania, to są tak, skubane, urocze i wredne jednocześnie, że właściwie to można powiedzieć, iż kot posiada człowieka, a nie człowiek kota :D
    Sa mięciusie, mruczą, są niezależne i czyste. Bardzo tęsknię za swoim uśpionym Olafem :( Każda osoba wychodząca ode mnie z gości brała Olafa pod pachę udając, że zabiera go ze sobą do domu. Zawsze mnie obserwował, kiedy zmywałam naczynie, wszędzie za mną chodził, kiedy go brałam na ręce, to dosłownie wyciągał łapki, jak dziecko.

    :( :(

    Nigdy się nie mogę zdecydować, czy koty są bardzo inteligentne, cwane i przebiegłe, czy właśnie głupiutkie (patrząc na to, co czasem odwalają). Może mix :P

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Strata ukochanego zwierzaka jest zawsze strasznym przeżyciem :(
      A koty bywają fajne – gdy się bawią można na nie patrzeć godzinami. Nic nie odbierze im gracji i uroku.
      Ja jednak wolę patrzeć na psa. I wolę gdy na powitanie nie dostaję wyniosłego prychnięcia, ale wielki mokry jęzor, i gdy jestem przewracana, i gdy radość widać w całym wijącym się ciałku, a ogon mało nie odpada z machania. A gdy jestem smutna – zawsze łeb na kolana i oczy patrzące na mnie tak długo, dopóki się nie uśmiechnę. I pływanie obok siebie w morzu. I tarzanie się razem w piasku. I to, że mnie ochroni. I przypilnuje tak samo dobrze dziecka, co siatki z zakupami. Miłość i wierność na każdym kroku.

      Odpowiedz

      1. Wierzę Ci na słowo, że jest to magia. Koty bardziej mi odpowiadają pewnie ze względu na moje przeróżne blokady emocjonalne. Wolę się zachowywać tak, jak one i tak też czasem wolę być traktowana. Zbyt głębokie emocje mnie przytłaczają, nawet te dodatnie :(

        Ale gdybym miała mieć psa, to na pewno wielgachnego mini-konia dosłownie. W ogóle do mnie nie przemawiają te wszelakie psy-chomiki, na które można nadepnąć (czasem mam ochotę takiego wypierdka kopnąć).

        Odpowiedz

  4. Ja jestem kociarą, chociaż pieseły też bardzo lubię. W ogóle zwierzęta. Oczywiście bez przesady…nie byłabym w stanie pokochać kuny, która przeżera kable w aucie. Albo gęsi, która wlazłaby mi do domu, zasyczała, uszczypała i narobiła na środek podłogi. Pokochałabym szopa pracza, prawdopodobnie do momentu kiedy wyżarłby mi dziurę w ścianie. W lecie marzy mi się pingwin, którego mogłabym nosić w nosidełku, żeby mnie chłodził. A na podwórku chciałabym mieć owcę.
    Póki co mój cały zwierzyniec to Dziubas na górze i Bobo w pokoju obok. Podać jedzenie na stół (najlepiej coś mięsnego) i zoo w całej okazałości… ;)

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      kuna ci auto pożera??!! No, rzesz kuna, no!
      Gęsi, szopy i pingwin na upały… Dziubasowa, odpocznij kochana. :D
      Taki zwierzyniec to i ja mam. Ino bardziej wybredny, bo w połowie wegetariański, no!

      Odpowiedz
  5. ~roksanna

    A gdzie węże??? ;)

    Ja tam najpierw jestem psiara, potem psiara i na końcu też psiara, a kota osobiście mogłabym mieć, ale takiego właśnie wychodzącego. Żebym się nie stresowała każdym otwartym oknem itd..itp…A moje koleżanki w DM to mają takie tylko domowe a raczej mieszkaniowe. Misiek tez, ale mieszkając na 4 piętrze, to raczej wychodząca kota byłaby ewenementem.

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      I tu cię, kochana, zaskoczę. Kot znajomych, mieszkający na 7 piętrze, świetnie udawał takiego, co to łapy za próg nie wystawi. Bo on kochał być noszony na rękach. Nie przeszkadzało mu to wymykać się co drugi dzień z mieszkania,(niezauważony) gdy tylko ktoś wchodził. Wracał po dwóch godzinach, zataczając się z przeżarcia, bo w co trzecim mieszkaniu robił sobie postój na „kici, kici! Chodź kotku, dostaniesz amciu” :D

      Odpowiedz
  6. pankracja

    Uwielbiam koty – są podobne do ludzi, tak samo wredne i niezależne. Tyle, że trochę milsze w dotyku.
    U mnie w rodzinie z pokolenia na pokolenie przekazywany jest następujący przepis (uwaga, tylko dla ludzi o mocnych nerwach):
    1. Wziąć jednego kota.
    2. Zakopać go w ogródku w taki sposób, żeby ogon wystawał ponad ziemią.
    3. Po miesiącu odłamać ogon i w to miejsce wsadzić słomkę.
    I ma się koktajl z kota.

    To teraz – kto jest bardziej nienormalny, niech podniesie rękę :-)

    Odpowiedz

    1. Luz, u mnie w rodzinie krążył wierszyk jednego z wujków:

      Kiedy kot przebiegnie drogę,
      Nigdy nie mów, że to pech,
      Wyrwij kotu z dupy ogon
      Żeby szybciej biegł.

      :P

      Odpowiedz
      1. ~pankracja

        Przeczytałam to w pracy i z radości oplułam ekran. Kurka, chyba mnie zwolnią za dewastowanie służbowego sprzętu…

        Odpowiedz
    2. Ahaja

      „Milsze w dotyku” – czy Filozof to czyta??? :D
      Dzięki za przepis na koktajl z kota. Myślałam, że tak się da tylko z surykatką.
      Obawiam się, że my tu wszystkie nienormalne…

      Odpowiedz
      1. ~pankracja

        Fizolof ostatnio zapuszcza brodę, w związku z czym zdecydowanie nie jest miły w dotyku.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>