„Całe życie z wariatami” – wzdycha lodówka

Nie, no ten Tomek doprowadza czasami moje nerwy na skraj przepaści. Wybieraniem się jak sójek za morze. Wychodzi on, bowiem, z założenia (skądinąd słusznego), że lepiej wszystko dwa razy sprawdzic, spakowac, zamiast martwic się później, że się o czymś zapomniało, a jeszcze – nie daj Boże – po to coś zawrócic. Tylko dlaczego to tak długo trwa?! Pół biedy, gdy czekamy z Tamalugą w przedpokoju. Najgorzej jest w aucie. Czasami silnik już nawet pracuje, gdy Tomek przypomni sobie o czymś, a po drodze zgarnia jeszcze inne rzeczy. A my czekamy, czekamy, czekamy… Po chwili dostaję klaustrofobii we własnej kurtce i muszę ją natychmiast zdjąc. Pasy nie chcą współpracowac, a nogi zdążyły już zdrętwiec do tego stopnia, że następnym etapem będzie ich odpadnięcie. Tamara wychodzi z siebie i próbuje też z fotelika. Wygina się we wszystkie strony, piszczy, po czym jednym tchem wyrzuca z siebie ponad minutowy monolog, w sobie tylko znanym języku. Monolog dobry, taki na miarę stand-up’u, a zważywszy na ukryte, z pewnością, wulgaryzmy – stand up’u po godzinach… Na szczęście swoje frustracje kieruje we właściwą stronę, bo co czwarte jej słowo brzmi „tata!” 

Jestem w pokoju, a z kuchni, od jakiegoś czasu dobiega znajomy dźwięk. W końcu ciekawośc bierze górę i porzucam fascynującą czynnośc, czyli poszukiwanie jakiegoś dokumentu. Staję w drzwiach kuchni i przyglądam się jak Tomek otwiera i zamyka lodówkę. Jest tym tak pochłonięty, że ledwo mnie zauważa, ale w jego oczach nie widzę obłędu. To raczej radośc z odkrywania jakiejś tajemnicy. Taka radośc, jaką dotąd mógł poczuc tylko Piotruś Pan wkraczając do Nibylandii. Radośc małego chłopca odkrywającego tajemnice lodówki – czy dla którejś z was brzmi znajomo? :)

„Co robisz”, pytam, chociaż od razu stwierdzam, że to idiotyczne pytanie, bo przecież widzę.

„Ciii! Tomek nachyla się niżej. „Posłuchaj!”

Posłusznie skupiam całą uwagę, ale nic nie słyszę. Potrzebuję jakiegoś punktu zaczepienia – wpatruję się, więc, w magnes z napisem „If you can put a man on the moon – why not all of them?”, który, jakoś tak wydaje mi się najbardziej adekwatny. Wpatruję się w niego tak długo, aż dostaję zeza, aż nagle… Tak! Słyszę to! Nasza lodówka wzdycha… Nie wiem, czy to z racji wieku, czy też rozczarowania zawartością. Nie jestem też pewna, co to właściwie zmienia w moim życiu, ale fakt pozostaje faktem: nasza lodówka wzdycha. Stoimy więc, nachyleni, otwierając i zamykając drzwiczki, co z  niejasnych powodów wprawia nas w dobry nastrój.

Wiktoria w drodze do łazienki, rzuca nam przelotne spojrzenie, a jej brwi unoszą się tylko na ułamek sekundy, po czym wraca do swoich spraw. Tak, kochani: życie z nie do końca normalnymi rodzicami sprawia, że nic już nie jest w stanie nas zdziwic. 

Zastanawiamy się też nad tym, obserwując Tamalugę. Przecież to my, przede wszystkim, pokazujemy jej świat. Ciekawe co sobie myśli o tym świecie, patrząc na nasze wygłupy i różne dziwne zachowania.

Z drugiej strony, jak powiedziała Alicja (a jest to nasz ulubiony cytat) – „Tylko wariaci są coś warci.”

„Całe życie z wariatami” powiedział już ktoś inny, ale sądzę, że bywał u nas częstym gościem.

Stoimy z Tomkiem przy garażu. Na przeciwko, jakieś 10 metrów dalej, stoi sąsiad A i Marzena z góry. Kobieta, niemal uwieszona na jego ramieniu, tłumaczy coś, żywo gestykulując. Współczujemy A z głębi serca, bo Marzena jest wyjątkowo nieprzyjemną i wścibską sąsiadką (taa, dużo gorszą od Renatki.) O Marzence pisałam tu (opowieśc III): 


http://tatamara.blog.pl/2016/09/28/dziwni-sasiedzi-kazdy-z-nas-ma-przynajmniej-jednego/

Marzenka stoi do nas tyłem, A – przodem i dokładnie widzimy wyraz jego twarzy. Trzeba chłopinę ratowac, więc nie zastanawiając się długo – zaczynamy przedstawienie. Pamiętacie Jasia Fasolę przed weneckim lustrem w komisariacie? Tak, właśnie zaczyna „schodzic” za krzaki Tomek, by po sekundzie „wejśc” z powrotem do góry. Ja za nim, więc zderzamy się i parskamy śmiechem. Poza tym robimy różki, pokazujemy języki, wyskakujemy sobie zza pleców. 

(Przepraszam, ale muszę, bo wyję za każdym razem: https://www.youtube.com/watch?v=GHyb2ax5VH0 )

A usilnie stara się na nas nie patrzec i w ogóle trzymac jakiś fason, ale przychodzi mu to z wielkim trudem. W końcu Marzena orientuje się, że coś tam się dzieje za jej plecami i odwraca się w naszą stronę. Oczywiście w sekundę stajemy z Tomkiem bez ruchu, pogrążeni w rozmowie. Jednak chyba zadziałało, bo Marzena wraca do domu. Przechodząc, omiata nas podejrzliwie wzrokiem. Ale co tam: najważniejsze, że A uratowany! Zapłakany i zasmarkany mija nas bez słowa, i tylko puka się w czoło na nasz widok. Cóż,w dzisiejszych czasach trudno o jakąś wdzięcznośc.

 

12 komentarzy


  1. Obejrzałam ten fragment Jasia Fasoli, który wstawiłaś i też się uśmiałam pomimo, że go na ogół nie lubię :)

    A to wzdychanie lodówki jaki ma ton? Przyjemny, zmęczony, półżywy? :D A może pytający?

    Tomka sprawdzanie i przypominanie sobie wszystkiego po pare razy skojarzyo mi się z takim zegarkiem na rękę, który wszystkie cyferki ma posypane i pomieszane na dnie, a słowa mówią coś w stylu „I’m late anyway” :P

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Myślę, że to takie westchnięcie z pobłażliwym zmęczeniem:)
      We are late anyway – no właśnie. Nic dodac, nic ując.
      Zawsze można put a man on the moon, gdzie czas się nie liczy :D

      Odpowiedz

  2. „„Całe życie z wariatami” powiedział już ktoś inny, ale sądzę, że bywał u nas częstym gościem.” – rewelacyjna sentencja, normalnie moje nowe motto życiowe :) Zrobię sobie naklejkę na ścianę z takim napisem, czy coś. O, albo magnes na lodówkę!

    A’ propos. Wśród lodówkowych mądrości, prawie adekwatnych do Twojego wpisu, u mnie króluje (również po angielsku!) „My husband needs glasses – he still doesn’t see things my way” :) Dorzucę jeszcze słowną ilustrację tej myśli sprzed chwili:
    Kąpałam Księżniczkę. Poszłam ją ubrać, prosząc jednocześnie męża, żeby wylał wodę z wanienki. No to poszedł i wylał. Po drodze wdepnął w zużytego pampersa (bez kupy tym razem) i omal nie poślizgnął się na gąbce, którą mała cisnęła na podłogę podczas wyciągania z kąpieli. Zostawił obie te rzeczy tak, jak leżały, bo przecież prosiłam tylko o tę wanienkę. Na moje pytanie, czy przypadkiem brudna pielucha na samym środku łazienki nie popsuła jego wrażeń węchowo-estetycznych, odparł, że NIE ZAUWAŻYŁ. No przecież.

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Hahaha – dzięki:)
      Zachowanie twojego męża jakoś mnie nie dziwi. Wszyscy faceci powinni mie takie glasses. W takiej sytuacji możesz się tylko cieszyc, że zdążyłaś wyjąc Księżniczkę, bo miał tylko wylac wodę z wanienki. Nie było mowy o żadnym dziecku :D :D :D

      Odpowiedz

  3. Dziubas ma kompleks lodówki. Słyszy ją nawet po wyjściu z domu, nie może przez nią w nocy spać i deklaruje raz na jakiś czas, że musimy ją wyrzucić, bo on już nie da rady.
    Co do powolnego trybu życia i wykonywania czynności – nasze posiedzenie w aucie wygląda tak samo. Dziubas jeszcze wraca do domu, po „tylko jedną rzecz”, zamyka wodę, zakręca gaz (nie mamy gazu ale wyobrażam sobie, że go zakręca jak tak długo go nie ma…), rozwiesza pranie, maluje przedpokój i wyczesuje psa sąsiadów. A my w aucie z Bobem kociokwik w zaawansowanym stadium.
    PS. Jaś Fasola – dawno go nie widziałam :D Miałam kiedyś sąsiadkę do niego podobną…

    Odpowiedz

    1. Dziubasowa, twój mąż byłby idealnym sąsiadem z tego twojego opisu! Wy czekacie a on wróci się do domu i do mieszkania obok przyjdzie: posprząta, wyczesze psa i jeszcze w międzyczasie napije się razem kawy i pozmywa ;)

      Odpowiedz
    2. Ahaja

      Cudownie, że mamy wspólne przeżycia! Przysięgam, że ja też wyobrażam sobie jak Tomek zakręca gaz, którego nie mamy! hahaha! Padłam!
      Sąsiadka podobna do Jasia Fasoli :D :D :D
      Niektórzy twierdzili, że mój Tomek go trochę przypomina :D

      Odpowiedz

  4. Hahaha świetną macie tę sentencję na lodówce! U nas króluje „Kurz nie rzuca się tak w oczy jeśli jest wszędzie” oraz „Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy” :D
    Oba te magnesy dostałam od koleżanki, z której zawsze nabijałam się, że ona nie widzi już chyba tego swojego bałaganu ;)

    Ja to się tam temu Tomkowi nie dziwię, że nasłuchuje tej lodówki, on po prostu słyszy tam więcej niż my, głębiej analizuje.
    Kiedy E. była mała zaczynała tańczyć jak słyszała rechot żaby po naciśnięciu obrazka w jednej z książeczek. Na nic się dały tłumaczenia, że to nie muzyka. Najśmieszniejsze jest to, że jej siostra robi dokładnie to samo! Kompletnie tego nie rozumiem, ale dla nich te dźwięki to muzyka ;)
    Wracając więc do Tomka, myślę, że jakimś dla nas niezrozumianym sposobem, do niego ta lodówka przemawia więcej niż zwykłym wyciem. To inny wymiar kochana.
    Pamiętasz „I kto to mówi” z Johnem Travoltą? Tak mi się skojarzyło z Tamalugą, co tam ona sobie myśli o tym swoim ojcu;)

    U nas wygląda to raczej jak z Shreka 2 jak jechali do zamku i przez całą podróż Osioł pytał czy już dojechali. Mąż wraca do domu, my już siedzimy a młodsza „Jedziemy już?” powtarza tysiące razy, pomimo mojej wyczerpującej odpowiedzi, że tatuś poszedł po to czy po tamto.
    A co do sąsiadki to właśnie to się nazywa prawdziwa pomoc. Uratowaliście człowieka i mimo, że nie do końca to docenia, to możecie być z tego dumni. Kiedyś św.Piotr powie wam „Chodźcie do mnie dobrzy ludzie” ;)

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      „I kto to mówi” mam na codzień, bo Tomek uwielbia podkładac głos Tamaludze, a ja wyję ze śmiechu! Słuchaj, Tamaluga ma dokładnie to samo! Wszystko jest dla niej muzyką! Teraz padniesz: kiedyś jesteśmy na placu zabaw i jeden chłopczyk nawalał foremką w zjeżdżalnie, takie miarowe łup, łup, łup/ Patrzę na Tamalugę – a ona tańczy! Ludzie płakali ze śmiechu…

      A dobrzy ludzie pójdą do Piotra. Zwłaszcza jeśli ma dobre mszalne winko. I tym optymistycznym akcentem zakończę, udając się do kuchni posłuchac lodówki, bo rozmowa polityczna, w dodatku przyciszona, jakoś nie stanowi dla mnie dobrej wieczornej rozrywki :D

      Odpowiedz

  5. kiedy lodówkę w moim, świeżo wynajętym, mieszkaniu zaczęli słyszeć sąsiedzi, właściciele zdecydowali się ją wymienić na nowszy model…. :D
    witam, I’m back…. chyba … :P

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      No, nareszcie, dziewczyno! Boszsze, ile można czekać na ciebie! :)

      Czy np z chrapiącym małżonkiem można zrobić to samo? :D

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>