Idzie zima. Trzeba wyczuć ten moment

Momentem wyczutym nazywamy wyrwę czasookresową, odpowiadającą oraz współgrającą z zaistniałą wtenczas sytuacją, zgodną z określonym psychopozytywizmem stworzonym przez jednostkę i opartym na skojarzeniu chwilowym lub długotrwałym, w zależności od przekazywanych impulsów podprogowych oraz chęci zawarcia tezy w genezie i na odwrót.

IMG_2846

Kilka lat temu, przed remontem kuchni, przez jakiś czas dzieci uskuteczniały na ścianach swoją radosną twórczość. Potem już nie tylko dzieci. Oboje z Tomkiem spędzając wieczory na długich rozmowach przy drinku – kończyliśmy, że tak powiem, na ściance. Niczym rasowi celebryci, acz w nieco inny sposób. Uwiecznialiśmy nie siebie, lecz nasze myśli, tak głębokie, że kompletnie pozbawione sensu. Ludzie, którzy stali się naocznymi świadkami naszej intelektualnej poniewierki – najpierw dłuższą chwilę stali z otwartymi ustami. Potem zaczynali się rozglądać w poszukiwaniu towaru, na którym zapewne „jedziemy”.
Gdybym przeczytała tekst o „Momencie wyczutym” to na ich miejscu też bym tak pomyślała.
Dla tych, którzy przez niego przebrnęli – szacun. Dla tych, którzy przez niego przebrnęli i szukają sensu – podwójny szacun. Dla tych, którzy przebrnęli, szukali sensu a wreszcie pochylili głowy w zadumie nad naszym stanem umysłu – szacun tak potrójny niczym axel łyżwiarza. I jednych i drugich i trzecich przepraszam za całkowity brak sensu, i za to, że musieli to przeczytać.
Zdjęcie jest dowodem na to, że napis faktycznie został popełniony na mojej ścianie. Zdjęcie, natomiast nie jest żadnym dowodem na to, że moment wyczuty istnieje. Napis został wykonany przez nas dwoje, czyli Tomka i mnie.                          Jakikolwiek udział osób trzecich jest przypadkowy, niezamierzony i niemożliwy.    Nie próbujcie robić tego w domu.

Chcielibyśmy, żeby i Tamaluga miała kiedyś możliwość wyrażania siebie na ścianie, chociaż już dzielnie wyraziła siebie na kanapie, laptopie, stole i podłodze. Długopisem i żółtą kredką. To cała jej osobowość.

IMG_2844Radosna twórczość dziewczynek

 


Od pewnego czasu pałam nieposkromioną chęcią nabycia kurtki zimowej, bo jedyne ostałe, okrycie wierzchnie – płaszczyk – dogorywa czwarty sezon. Pomijam fakt, że ja i płaszczyk to nieporozumienie jakieś. Pozostałe zimowe kurtki (sztuk trzy) postanowiłam wysłać (jak czynię to z resztą ubrań) potrzebującym rodzinom. Gdybym tego nie zrobiła, zapewne przelatałabym w nich kolejne pięć zim.
Ułożywszy je w paczce, na wierchu, przez tydzień łypałam na nie tęsknym okiem. Dwa razy wszystkie wyjęłam. Po razie każdą założyłam. Westchnęłam. Włożyłam do paczki. Wyjęłam. Włożyłam… Kurwa, czy może ktoś to zakleić??!!
Paczka wysłana. Stało się. Nie ma odwrotu.

Tak, więc, pragnę nowej kurtki,a sieciówki odpadają. Pozostaje internet. Rozsiadam się na kanapie i zaczynam po kolei otwierać strony z kurtkami. Przy okazji okazuje się, że jestem strasznie wybredna, co mnie poniekąd zadziwia. Zapisuję dwadzieścia linków i drogą eliminacji próbuję dojść do dziesięciu. Tylko, ze ni cholery nie mogę się skupić. Za mną piski dziewczyn, zajmujących, nie wiedzieć czemu, moją prywatną kanapę. Jeden rzut oka w telewizor rozwiązuje zagadkę. Wybory Mistera Czegośtam. Zagapiłam się przez chwilę w ekran. „Co może skłonić faceta do wzięcia udziału w takim konkursie?” zastanawiam się na głos. „Kasa, mamo, kasa” poinformowana Wiktoria śpieszy z wyjaśnieniem. No, tak…

Tamaluga w tym czasie, przemieszcza się z kolan jednej siostry, na kolana drugiej, skutecznie zasłaniając im ekran :D W dodatku, akurat zachciało jej się poćwiczyć części twarzy. OKO, stwierdziła, dźgając Wikę palcem w tę właśnie, część ciała. OKO, powtórzyła. NIOŚ. CIOŁO. „Tamaluga! Nie teraz, proszę, idź do Oliwii!” Tamaludze nie trzeba dwa razy powtarzać i u drugiej siostry wszystko zaczyna się od nowa. OKO. OKO. NIOŚ. „Mamo, ona zasłania mi Hiszpana! Nie widzę, kto się dostał do dziesiątki…” No, właśnie: dziesiątka. Miałam eliminować kurtki…
Wiem, że późno się za to zabieram – wszak nastał już grudzień. No, ale co zrobić, gdy pogoda była dotąd zupełnie niezimowa? Może skołować człowieka? Może. Nawet głupiutki orzechowiec za oknem zaczął wypuszczać pąki. Jednak dzisiaj już wiem, że idzie przymrozek i kurtkę zakupić muszę. Zawsze poznaję to po mewach. Gdy robi się naprawdę zimno, zlatują znad morza w głąb lądu i zapuszczają się nawet na moje podwórko. Dzisiaj pełno ich latało po niebie, krzycząc na mnie bez powodu. Zatkałam im dzioby bagietką. Na chwilę. Wróble były zniesmaczone takim zachowaniem i ćwierkając z dezaprobatą, osiadły na drzewie.

 
Co tam jeszcze z nowości… Aha, przed zaklejeniem paczki, zdążyłam z niej wyjąć ochraniacz do łóżeczka. TAK: TAKI DLA MAŁYCH DZIDZIUSIÓW! Nie sądziłam, że jeszcze będzie potrzebny, ale Tamaluga jest tak żywiołowym dzieckiem, że nawet w nocy rzuca się i przekręca na różne strony, niejednokrotnie przydzwaniając w szczebelki. Rozważałam rowerowy kask – panda po Oliwii, ale chyba nie nadaje się do spania. :D

 

 

17 komentarzy


  1. W weekend zakupiłam kombinezon dla Żaby – i jestem z siebie dumna, bo nie dość, że utrafiłam rozmiar, to i kolor. To znaczy kolor utrafił mąż. Ale nie protestowałam za bardzo, więc moim zdaniem mam zaliczone ;) Ale o co Ci chodzi, że płaszczyk to nieporozumienie? Płaszcze boskie są, ciepło w nerki, wiatr spódnicy na głowę nie zarzuci – same plusy.
    A co do ochraniaczy na łóżeczko to w szpitalu nam zabronili, że dziecko trzeba cały czas widzieć i że może się udusić… no i teraz Żaba wstaje czasem bladym świtem poobijana jakby kije dostała, najgorzej z pręgami przez twarz, strach na spacer wyjść ;)

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Żaba chętnie nosi kombinezon, czy jeszcze nie było okazji? Tamaluga ma jeden, ale taki na styk i włożyć – włoży, nawet się dopnie, ale jest w nim sztywna niczym wojskowa skarpeta na pięć liter, i nijak ją zgiąć do wózka :D Także, nie zakładamy.
      Ależ ja darzę płaszczyki sympatią, czuję tylko, że nie odwzajemnioną.
      Ochraniacz sprawdza się, jak narazie, zero siniaków i odciśniętych szczebli, bo i u nas było to samo :)

      Odpowiedz

  2. Ja się już któryś rok wciskam w mój płaszcz (taki pseudo-wełniany bo tych puchowych nie znoszę) i nawet w ciąży dałam radę dopiąć w nim jeden z dwóch guzików! Tak więc żal mi się go pozbywać… ;)
    Za to marzy mi się czerwony (albo bordowy) gruby sweter na zimę. Niestety wszystkie są powydziwiane i nie ma normalnego, jak zwykle.
    Fajna radosna twórczość! Która z dziewczyn narysowała tą japońską dziewoję? Bardzo ładnie im wyszła, mają talent :)

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      To chyba dzieło Wiktorii :) Wszystkie ściany takie były, główny motyw – Disney XD („Pora na przygodę”, „Zwyczajny serial” i takie tam, ale pewnie nie wiesz o co chodzi, bo Bob nie w tym wieku jeszcze :D)
      W grubym swetrze wyglądałabym jak ogromna, bezkształtna bryła. Zazdroszczę wszystkim, którzy mogą takie nosić. Ja w ciąży zakupiłam sobie taki błękitny, sexi, bo odkryte ramiona i osobno rękawy. Wystąpiłam w nim na premierze Gwiezdnych Wojen. Ostatnio chyba go spakowałam w jakąś paczkę:)

      Odpowiedz

  3. Księżniczka też ma kombinezon na styk, mimo że metka mówi co innego. Bo według metki to on jest na nią jeszcze za duży. Dostałyśmy go w prezencie, więc nie miałam wpływu na kolor, ale jest przyzwoity ;)

    Kiedyś kochałam płaszcze, ale nie wiedzieć czemu większości nie da się zapiąć pod samą szyję, a ja nigdy nie umiałam założyć szalika tak, żeby jednocześnie zakrywał wszystko, co trzeba i nie wyglądał jak opuszczona w żałobie bandera ;) Od kilku lat noszę kurtki i nie narzekam, tym bardziej, że teraz wybór jest dokładnie taki, jak piszesz.

    A co twórczości naskalnej – jestem trzecia. Znaczy zadumałam się nad sensem słowa napisanego ;) Ba, ja go tam nawet znalazłam… Moja bliska koleżanka (po której m.in. Księżniczka ma imię) miała w pokoju ścianę, na której goście mogli uprawiać taką właśnie twórczość. Strasznie jej tego zazdrościłam. Aż miło popatrzeć na te Wasze arcydzieła :)

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Hehe:)
      Dziękuję.
      Gdy będziesz miała chęć i czas, podziel się ze mną sensem, jaki odnalazłaś w Momencie Wyczutym :D
      Pisanie po ścianie jest niesamowicie odstresowujące! Super sprawa:)
      Rozumiem, o co ci chodzi z tymi płaszczami. Zwłaszcza ja miałabym problem, bo szalików nieznoszę! Tak, jak golfów. Mam wrażenie, ze się w nich duszę.
      Ech, ta wiarygodność metek… Brak słów.

      Odpowiedz
  4. ~roksanna

    Fajna ta ścienna twórczość, i bardzo modna obecnie :)

    Osobiście kurtkę wypatrzyłam w necie, ale zakupiłam w sklepie stacjonarnym. Uznałam, że jednak muszę przymierzyć ;)

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      A, no właśnie. Przymierzenia nie wzięłam pod uwagę :( Ale i tak jeszcze niczego nie kupiłam… Ten proces (zakupy z internetu) potrafi trwać u mnie tygodniami… :)

      Odpowiedz

  5. Dotarłam do etapu trzeciego, czyli Łyżwiarza i tak się zastanawiam, czy moment wyczuty może być jedynie zgodny z psychopozytywizmem? A co z psychonegatywizmem? Czy zgodność z psychonegatywizmem wyklucza moment wyczuty?

    :P

    Poproszę o zdjęcie płaszcza, na który się w końcu zdecydujesz, ok? :)

    Skoro wymyśliłaś Tamaludze ochronę wiercipięty, to co poradziłabyś mojemu mężowi, który narzeka, że nie może się do mnie w nocy nawet przytulić, bo mu uciekam na sam koniuszek łóżka? Mamy łóżko super king-size, a ja śpię na samej krawędzi, jak zbity zwierzak i nie ma mowy, żeby mnie stamtąd odciągnąć haha :D Dziwne, że jeszcze nie spadłam na podłogę.

    Odpowiedz
    1. Słowo na śniadanie

      Mam dokładnie tak samo z łóżkiem Seeker :D Mając duże łóżko śpię na krańcu, a gdyby ktoś wstawił mi jedynkę do spania to byłoby mi za ciasno!

      W Harrachovie też mieliśmy łóżko king-size i Piotr czasem się budził, bo już wątpił w to czy ja w ogóle śpię obok hahahaha.

      Odpowiedz
    2. Ahaja

      HAHAHA! No, to mi dałaś do myślenia na tydzień. Dziękuję, że wiele z was próbuje odnaleźć sens w momencie wyczutym:)
      Ja też tak tak śpię! Mało tego, często budzę się w takiej pozycji, w jakiej zasnęłam:) Wiktoria tak samo, więc uwielbiałam z nią spać. Zawsze się obie wysypiałyśmy, każda na swoim skrawku :D Oliwia, z kolei, w trakcie nocy przemierzała łóżko wszerz i wzdłuż i kończyła z nogami na ścianie lub mojej głowie. Tomek śpi w miarę „elegancko”, chociaż czasami potrafi mnie zepchnąć nad przepaść z tej krawędzi. A,że śpię „od strony podłogi” to niebezpiecznie balansuję nad przepaścią :D Dobrze, że to nie jest łóżko piętrowe :D Też się dziwię, że nie spadłam na podłogę, chociaż często mi się to śni…

      Odpowiedz
  6. Słowo na śniadanie

    Najbardziej na świecie nie lubię kupować kurtek i płaszczy, bo jestem wysoka i szczupła, więc zazwyczaj przy dopasowanym do talii rozmiarze mam za krótkie rękawy, a jak wybieram taki rozmiar, by rękawy były dłuższe to z kolei mam worek na sobie… Muszę naprawdę się nachodzić po sklepach, a zakupy internetowe w tym przypadku to już w ogóle nie wchodzą w grę :P

    Pisać po ścianach też pisałam i to jeszcze w liceum! Wystarczyło, że raz dorwałam się do węgielków mojej siostry i oto na ścianie pojawił się Jing-Jang i teksty typu „Life won’t wait”, haha :D Rodzice nie byli szczęśliwi, ale ja wręcz przeciwnie, tym bardziej, że wkrótce potem pomalowali mi pokój, o co prosiłam ich bardzo długo przed rysunkami, hehehehe :D

    Pozdrawiam! :*

    Odpowiedz
    1. Ahaja

      Ooo pisanie węglem jest super! Tylko zupełnie nie rozumiem dlaczego twoi rodzice nie byli szczęśliwi. Może nie chcieli żebyś im przypominała, że „life won’t wait”, a oni i tak już mieli zbyt dużo obowiązków! Hahaha:) No, ale co by nie mówić – to był świetny sposób na wymuszenie remontu :D

      Odpowiedz
      1. ~Słowo na śniadanie

        Przypuszczam, że przeraził ich motyw mycia ściany przed malowaniem, bo po remoncie poza zadowoleniem z nowego koloru w moim pokoju wypominali mi ścieranie węgla, a ja miałam ogromne szczęście, bo akurat w czasie malowania byłam na wakacjach… :-D

        Odpowiedz

  7. Jednym słowem matka idealna! No sama pomyśl, kto pozwala dziecku na spontaniczne wyrażenie siebie na ścianie? Mój mąż chciał, żebyśmy kupili dziewczynom takie drzwi, na których można pisać. Pomijam, że są cholernie drogie, to ja już miałam wizję drugiej kaplicy Sykstyńskiej. No bo skoro można malować po drzwiach, to czemu by nie gdzie indziej? Także talent mych dzieci na razie jest hamowany i muszą wyrażać siebie na kartce lub tablicy stojącej ;) Choć powiem ci, że gdy wyprowadzaliśmy się ze starego mieszkania, to starsza córka pomazała jedną ścianę w przedpokoju! (tak jakby wiedziała, że nas tam już nie będzie, bo nigdy tego nie robiła!) Gdy zapytałam ją co to jest stwierdziła, że …. dzik :D

    Jak już wiesz z mojego wpisu, zakupy to dla mnie koszmar, więc nie pomogę, ale mam taką sprawdzona metodę jeśli chodzi o kurtki, że idę do 2 ulubionych sklepów i MUSZĘ coś wybrać ;) Najpierw chodzę, oglądam i oczywiście mi się nic nie podoba, ale potem wracam i jednak coś znajduję ;) Przez internet kupiłam kurtkę dwa razy – pierwszy i ostatni… Zupełnie inaczej wyglądała niż na zdjęciu, ale to pomijam, problem był właśnie w rozmiarze.
    Dziubasowa – teraz przed Świętami sporo jest czerwonych rzeczy, powinnaś coś znaleźć, choć przyznaję, że większość ma motyw w postaci reniferka lub bałwanka :/
    A wiesz, że mimo, że dzieli nas tyle km od morza to u nas zawsze inaczej pachnie powietrze? :) Możesz nie wierzyć, ale tak jest. (oczywiście jak przebije się przez smog hahaha)

    Buziaki

    Odpowiedz

    1. Dzik… Kocham ją! Wika gdy była malutka narysowała pięknego łosia na ważnym urzędowym dokumencie. Poroże było tak imponujące, że zabrało niemal dwie strony. :D

      Odpowiedz

  8. Piękne! :D No u nas samo poroże było, i to połamane, bo nie widać już było co to ;)
    No nic, żegnam się z blogiem, idę na nowego :)))
    Do zobaczenia!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>